Inne

Published on Czerwiec 12th, 2013 | by admininistrator

6

Rozwiązanie konkursu!

Publikujemy notkę ze zwycięskimi wpisami, które wysłaliście nam na ostatni konkurs. Dostaliśmy mnóstwo, bardzo inspirujących, maili! Widać, że nie traciliście czasu i przez ostatnie 12 miesięcy staraliście zrobić jak najwięcej, pracując nad dietą, wybierając sport i wyznaczając swoje kolejne cele. Bardzo chcielibyśmy nagrodzić wszystkich. Niestety, mamy tylko trzy zestawy nagród. Mimo wszystko w kolejnym wpisie postaramy się opublikować większość pozostałych maili jakie do nas wysłaliście. Wierzymy w to, że Wasze wiadomości dla wielu będą doskonałą motywacją. Czasem wystarczy jedno przeczytanie zdanie, jeden obejrzany film by coś zmienić. Czego najlepszym dowodem są poniższe wpisy.

Wszystkim uczestnikom dziękujemy za udział, a zwycięzcom gratulujemy! Z każdym skontaktujemy się mailowo.

Od czego zacząć? Nie wiem, które elementy w mojej historii są warte opisywania, a które to banał. Nie wiem, bo jestem weganką ? samorodkiem, to znaczy, że nikt z otoczenia mnie do niego nie przekonał; dlatego nie mam w moim najbliższym kręgu nikogo, z kim mogłabym porównać swoje przeżycia. To ja sama szukałam czegoś, wtedy jeszcze nie wiedziałam dokładnie czego a co okazało się po prostu (i aż) dietą roślinną. A dieta roślinna jest jak efekt domino! Ale o tym za chwilę?

Szukam momentu, który mogłabym zakwalifikować jako punkt zapalny. Chyba był to moment, w którym zobaczyłam film ?Money as Debt?, obejrzenie filmu było zadaniem domowym od wykładowcy z ekonomii. Ten film zmienił moje postrzeganie świata. Tutaj nie ma sensu się nad nim rozwodzić. Warto obejrzeć, kto widział, ten wie. Po obejrzeniu, zaczęłam się zastanawiać jaki świat jest w rzeczywistości i czy muszę być częścią chorego systemu, w którym jestem ofiarą. Zastanawiałam się, czy jestem ofiarą jedynie systemu finansowego czy inne sfery życia również są pułapkami?

Zaczęłam się zagłębiać w temat. Zawsze interesowało mnie zdrowe odżywianie. Dzięki obejrzeniu tego na wpół amatorskiego filmu otworzyłam się na inne źródła wiedzy niż te oficjalnie ?uświęcone? przez mainstream. A wiecie dlaczego? Bo ten film ukazuje prawdę a nigdy nie doczekał się profesjonalnej oprawy. Jest ?szmuglowany? w Internecie drogą pantoflową a powinno się go pokazywać w szkołach (i nie tylko).

I tak film o pieniądzach (a raczej o długu) spowodował, że  z domorosłej pani dietetyk powtarzającej wszystkim naokoło oficjalne dyrdymały o białku zwierzęcym i jego niesamowitej niezbędności, osoby, której ulubionym warzywem była kanapka z kiełbasą i sałatą, stałam się? weganką.

Na początku było ciężko. Nie wiedziałam od czego zacząć. Jedyne co wiedziałam, to że będę weganką choćbym nawet miała żyć o chlebie i wodzie (na szczęście nie żyję jak suchotnik a wręcz przeciwnie).

Założyłam plan: codziennie zrobić jakieś nowe danie wegańskie. Był problem z niektórymi składnikami, ale szybko odkryłam co, gdzie i jak. Dowiedziałam się, że istnieje takie coś jak tahini, agar, czarna sól. Dowiedziałam się co to dokładnie jest tofu i tempeh. Wcześniej tylko ziemniaki, kotlet, surówka. Zupa na kościach. Spaghetti zawsze z tym samym. Lubię mięso i nie będę udawać, że nagle zostając weganką przestałoby mi smakować, albo, że nigdy mi nie smakowało. Jednak gdybym nie przestała go jeść, nigdy nie zmusiłabym się do pracy nad sobą.

Za nabiałem bardzo nie tęsknię. Kiedyś myślałam, że jogurty i mleko trzeba pić, bo są zdrowe. Zmuszałam się do tego sporadycznie, bo naprawdę było to trudne ;). Często sprzątając lodówkę musiałam wyrzucać jakieś spleśniałe niedobitki po mojej walce z niechęcią do mleka.

Ale do rzeczy. Biegam. Kiedyś brakowało mi motywacji. Teraz mam jej więcej a paradoksalnie najbardziej dopingują mnie ludzie, którzy we mnie nie wierzą. Chcę im pokazać, że weganin może. I to może więcej!

Wczoraj pozdejmowałam ubrania z siłowni domowej, odkurzyłam ją, bo stała jakiś czas zapomniana przez swojego nabywcę (tata). Od jutra zamierzam zrobić z niej użytek ? przewraca się kolejny klocek domino. Tak, wiem, magiczne słowo JUTRO (ale dziś zdałam 3 egzaminy, więc dziś jestem usprawiedliwiona 😉 Nie wiem, czy chcecie się ze mną zakładać, ale oznajmiam Wam, że jutro podejmuję kolejny krok naprzód. Życzę Was szczęścia i Wy mi też życzcie 😉

P.S Mnie też niedługo stuknie 12 (miesięcy jako weganka). Pozdrawiam!

Justyna

Ostatni rok zaczął się w czerwcu i nie był to może super-start, ale w okresie wakacyjnym zdecydowanie pokazałam sobie, że JAK SIĘ CHCE, to się wszystko może. Z resztą, nie pierwszy już raz. Kontynuacja treningów, przekonanie się, że nie trzeba jeść jak wróbelek i nie trzeba eliminować z diety węglowodanów, żeby trzymać masę ciała i czuć się naprawdę dobrze. Studiuję dietetykę, także sprawa żywienia i żywności jest zawsze moim tematem – w tym roku zdecydowałam się spróbować inaczej. Uznałam, że przyszły dobry dietetyk MUSI wiedzieć jak wygląda jadłospis weganina od podszewki. Inaczej nie jest w stanie go zrozumieć.

Parę lat byłam już wegetarianką i to właśnie od książki „Wegetarianizm” autorstwa K. Roszkowskiej-Wiśniewskiej zaczęła się moja przygoda z dietetyką. Gdyby nie „Wegetarianizm” nie byłabym w miejscu, w którym jestem teraz.

W tym roku postanowiłam przerobić projekt, który nazwałam sobie VEGAN for 30 days. Jako uzależniona od nabiału, nie myślałam że mi się uda. Okazało się jednak, że weganizm cechuje się niesamowitą tendencją do kreatywnego zarządzania pożywieniem. Ponad to, skończył się mój problem z jelitami, z ochotą na dodatkowe podjadanie i cóż, uregulował mój sposób odżywiania jeszcze bardziej. Z pewnością ograniczyłam dzięki temu podaż nabiału i uświadomiłam sobie, że ‚kurcze, składniki pochodzenia zwierzęcego są wszędzie’.

W tym roku pobiłam też mój rekord w półmaratonie Św. Mikołajów w Toruniu lądując na trzeciej pozycji wśród torunianek. Mój czas wyniósł 1:41 i zmobilizowało mnie to do tego, żeby nareszcie spełnić marzenie – przebiec maraton. Na początku tego roku kalendarzowego wypisałam sobie aż 187 marzeń i pragnień. Wybrałam z nich 11 najważniejszych – mi.in. marzenie o maratonie, o kursie na instruktora fitnessu, na rozwój pasji dietetycznych (stąd zrodził się pomysł na weganizm) i inne dotyczące rozwoju osobistego, relacji z przyjaciółmi i rodziną.

Mamy czerwiec, a moje nazwisko już jest na liście startowej do październikowego maratonu w Poznaniu. We wrześniu rozpoczynam intensywny kurs na instruktora, a już teraz biorę udział w inicjatywach na rzecz zdrowia, profilaktyki i zdrowego żywienia. Rozwijam się i właśnie te pomysły, to dążenie do celów daje mi tak wiele siły. W tym roku zaczęło się wiele, a najpiękniejsze jest to, że to dopiero nabiera tempa. Wszystko musi mieć gdzieś źródło, dlatego nie napiszę, że osiągnęłam w tym roku ‚to, to i to’, a stwierdzę, że ten rok przyniósł mi odwagę i dał kopa mobilizacji do tego, żeby dać z siebie wszystko i zacząć budować sobie szczęście w dobrą stronę.

Dorota

Moje ostatnie 12 miesięcy zakończone symbolicznym dla mnie czerwcem niesie za sobą wiele zmian oraz trudnych, lepszych czy gorszych decyzji…

Pierwszą z nich było ukończenie jednego kierunku studiów i decyzja o wybraniu kolejnej drogi. Zmieniłam w pażdzierniku studia idąc za tym co po cichu podpowiadało serce wyrywające się po coś nowego. Chciałam podróżować, poznawać świat i ludzi, zrozumieć to co inne, a jednak gdzieś z tyłu głowy był dziwny niepokój i strach. Nowa uczelnia pokazała mi, że podróżowanie jest łatwiejsze niż mi się wydaje. Poznałam także ludzi, którzy walczą o swoje marzenia, mają pasje i zainteresowania, które napędzaja ich życie. Mojego nie uważałam za nudne, ale czułam że potrzebuję czegoś więcej.

Przyszło to do mnie prędzej niż się spodziewałam, bo miesiąc później, w listopadzie koleżanka dosłownie wyciągnęła mnie do klubu fitness, na jak mi sie wydawało pierwszą i ostatnią wizytę. Ważyłam wtedy 90 kg, ale wstyd przed wzrokiem innych, tak dobrze mi znany z dotychczasowych doświadczeń blokował mnie na wszelka publiczną aktywność fizyczną, a sama nie potrafiłam się zmotywować do ćwiczeń. Od roku byłam wegetarianką co urozmaiciło moją dietę, jednak miałam wielką słabość do słodyczy i to tych najbardziej kalorycznych.

Weszłyśmy wtedy na zajęcia ze spinningu. Po godzinie wiedziałam, że wrócę tu na pewno. Zaiskrzyło na tyle, że przez kolejne pół roku na spinning chodziłam prawie codziennie, czasami po dwie godziny dziennie. Uczelnia, praca i treningi wypełniały skutecznie moje dni. Przez ten czas stałam się bardziej świadoma tego co jem, wegetarianizm już wcześniej otworzył mnie na nowe smaki i kolorową kuchnię. Jednak razem z zamiłowaniem do sportu przyszła świadomość błędów jakie popełniałam. Zaczęłam się interesować tym jak swoją dietę uczynić możliwie najzdrowszą i pozwalającą na szybką regenerację organizmu. Powoli wykluczałam słodycze i kaloryczne przekąski. Schudłam dzięki treningom 10 kg, poprawiłam wydolność i kondycję, wreszcie zobaczyłam jak wyglądają moje mięśnie do tej pory pokryte skutecznie tłuszczykiem.

Po Sylwestrze przyszły plany na przejechanie na rowerze Chorwacji i Czarnogóry. Jednak ze względu na szansę trzymiesięcznych studenckich praktyk na wymarzonej Islandii odłożyłam te plany w czasie. Wcisnęłam niepokoje do szuflady i zaczynałam spełniać marzenia.

Pół roku i 10 zgubionych kilogramów wydawało mi się mimo wszystko zbyt małym spadkiem wagi. Tłumaczyłam sobie, że waga może być myląca i trzeba skupić się na obwodach,a te malały z każdym tygodniem…

Miesiąc temu dowiedziałam się dlaczego kilogramy nie znikały tak szybko jak oczekiwałam. Na początku maja wyczułam w piersi guzek. Poszłam do lekarza na USG piersi, przy okazji postanowiłam zrobić sobie USG brzucha. Okazało się, że mam dwa guzy. Jeden w piersi zgodnie z moimi przewidywaniami, a drugi dużo poważniejszy i większy w brzuchu. W kilka godzin po badaniu leżałam w szpitalu i przygotowywałam się do operacji. Pod łóżkiem leżała torba na fitness, który miałam zaplanowany po wizycie u lekarza…Lekarze łapali się za głowy, jak z guzem wielkości mojego(cała jama brzuszna), mogłam ćwiczyć z taką intensywnością i bez żadnych objawów. Wszystkie oczywiste dolegliwości typu kłopoty pokarmowe czy bólowe jak się okazało,wyeliminowała zdrowa i przemyślana dieta oraz aktywność fizyczna. Zaowocowały one później tym ,że po operacji szybciej niż inni dochodziłam do siebie i ku kolejnemu zdziwieniu lekarzy, z cięciem brzucha długim na 30 cm, już na drugi dzień urządzałam spacery po szpitalu, a 3 dnia po operacji nie potrzebowałam już kroplówek z leków przeciwbólowych.

Wyszłam ze szpitala tydzień temu lżejsza o kolejne 10 kg, guz był lagodny, na Islandię nadal się wybieram jednak będę musiała zrezygnować z planowanego trenowania biegania po wyspie. Po powrocie znów położę się w szpitalu na wycięcie guzka z piersi. I chociaż na dzień dzisiejszy dłuższy marsz nadal przynosi ból, to już myślę po cichu o tym co zrobię po drugiej operacji. Wierzę i wiem, że szybko dojdę do siebie i wrócę do spinningu. Tym razem ze zmianą, wegetarianizm zamienię na weganizm.

Moje 12 miesięcy kończy się i zaczyna zawsze w moje urodziny- 15 czerwca. W tym roku założę dopasowaną sukienkę,bo w końcu ważę 20 mniej niż rok temu. Uśmiechnę się do swojej 30 centymetrowej blizny na brzuchu, bo to pamiątka po wygranej bitwie. Spojrzę z miłością na rodziców i kilkoro najbliższych przyjaciół, którzy byli przy mnie i sprawdzili się w tym najgorszym dla mnie czasie. Po wegańskim obiedzie, przy kawałku owocowej tarty z truskawkami przypomnę sobie ostatnie 12 miesięcy. Pomyślę ile swoich marzeń spełniłam, ile ciepła dostałam od bliskich mi ludzi i ile przeciwności pokonałam. Podziękuję za minione miesiące i za szansę na następne. Zastanowię się nad marzeniami i planami na przyszłość, zatęsknię do spinningu i będę sobie życzyła zdanego kursu na instruktora oraz wymarzonej podróży na rowerze po Czarnogórze w następne wakacje. A Wy życzcie mi proszę weganizmu 🙂 I niech się spełnia!

PS. Dziękuję Wam gorąco za inspirację i życzę kolejnych 12 wegemiesięcy pełnych sukcesów! 🙂

Agnieszka


TRENINGI PERSONALNE

SPRAWDŹ JAK W PRAKTYCE POŁĄCZYĆ SPORT I WEGANIZM. Naucz się trenować w oparciu o ciężar własnego ciała, bez potrzeby wydawania pieniędzy na karnety do klubów fitness. Dzięki Vegan Workout masz też unikatową możliwość treningu z odważnikami kettlebells metodą StrongFirst pod okiem certyfikowanego instruktora. Prowadzimy również grupowe zajęcia w ramach Akademii Kettlebells Warszawa.

Dowiedz się więcej o treningach personalnych kilkając tutaj.

6 Responses to Rozwiązanie konkursu!

  1. Dorota says:

    Dziękuję! 🙂

  2. Wilk says:

    @Piotr Kielski – na wegetarianizm lub weganizm można przechodzić z różnych powodów, etyka jest tylko jednym z wielu. I bardzo czesto jest tak, że pozostałe powody i tak z czasem rpzychodza. Ale jeszcze cześciej bywa tak, że etyka przekonuje, a przyzwyczajenia są zbyt mocne – i dla takich osób inne źródła motywacji są bardzo potrzebne. przekonywac ich nie trzeba, ale punkt odbicie im sie rpzyda. Proste dla każdego, kto nie ma klapek na oczach.

    No i dochodzi jeszcze coś. Przykady tego, że można cos zyskac bezposrednio są świetne dla motywowania następnych osób. A koniec konców liczy się efekt, liczy się, że mniej zwierzat będzie wykorzystanych, a nie czy ktoś przyklaśnie czy z wyższością skrytykuje.

  3. Agnieszka says:

    Nie ma co udawać, że wegetarianom czy weganom jest super łatwo. Przynajmniej mi i żadnemu z moich wege znajomych bajkowo nie było. Fakt dostępność produktów jest dość duża, ale to jest też zależne od miejsca w którym mieszkamy. Zakupy internetowe nie są złotym wyjściem, przynajmniej dla mnie. Roju knajp gdzie można smacznie i wegańsko zjeść też nie widzę, chociaż zmienia się ostatnimi czasy, przynajmniej u mnie w mieście. Biorąc pod uwagę to, że większość zaczynała od jedzenia mięsa, należy pewne nawyki zmienić, co nie zawsze jest łatwe. Powstaje, wydaje mi się, także naturalna potrzeba szukania nowych smaków, planowania posiłków i świadomego wybierania produktów. Nie odniosłam wrażenia „walki” o coś w tych listach, chyba że o siebie, o zdrowie, formę wbrew stereotypom, które nas otaczają. „Walka” z listów jakie wyżej czytałam nie wydaje mi się być jednak dla autorek czymś negatywnym , a bardziej drogą jaką świadomie podjęły i są z niej zadowolone. Fakt, że weganizm jest mega przyjemny i prostszy niż się wydaje,ale odzwyczajenie się od starych nawyków nie musi być proste, ale po listach widać że warto!

  4. VeganWorkout.org.PL says:

    Trudno żeby ludzie podchodzili do weganizmu inaczej skoro większość wcześniej jadła mięso i w kółko słuchała o niedoborach. Wszystkie zmiany jakie podejmujemy w życiu to jakaś forma wyzwania. Zgadzamy się z opinią, że ludzie, którzy w nas nie wierzą są świetną motywacją (czy to chodzi o dietę, czy sport).

  5. Piotr Kielski says:

    Szkoda, że osobami które mają promować weganizm są ludzie pod tytułem „będzie ciężko, ale będę walczyć”, „najbardziej motywują mnie osoby, które we mnie nie wierzą” – mają one tak samo skamieniałe serca jak zajadacze mięsa. To jest proste i przyjemne, przez takie opinie nowe osoby od razu nastawiają się na walkę, której nie ma. Pewnie jeszcze przekonują każdą możliwą osobę do weganizmu.. Weganie powielają schematy alternatywnej (dziwnej) diety, zamiast żyć normalnie.

    PS. jestem weganem

    • justyna says:

      Piotrze Kielski, jestem autorką pracy, którą cytujesz. Właśnie weszłam na tę stronę, gdyż otrzymałam e-mail z informacją, że moja praca została opublikowana. Bardzo się z tego cieszę, jednak Twój komentarz jest conajmniej przykry. Zgadzam się z Tobą, że dieta roślinna jest normalna a dodawanie do niej pokramu zwierzęcego jest nienormalne. Jednak ja opisuję swoje przeżycia z punktu widzenia osoby, dla której kiedyś było odwrotnie. Dlatego było mi ciężko ale, gwoli sprostowania, nie ze względu na siebie, tylko na moje otoczenie, brak wiedzy czy wsparcia ze strony najbliższych. Musiałam wytłumaczyć moim rodzicom, babci (to było najgorsze), chłopakowi i znajomym DLACZEGO. I nie, nie próbuję przekonać do weganizmu każdego. Ale zdarza się, że ktoś się dowiaduje z jakiegoś powodu, że jestem weganką i zadaje mi pytania, wtedy na nie po prostu odpowiadam.
      Pisałam szczerze, prosto z serca, bez upiększania. Opisałam trudności, które BYŁY i z którymi można się spotkać przy przechodzeniu na dietę roślinną. Opowiadanie o ‚walce, której nie ma’ ludziom, którzy o wegetarianizmie tylko słyszeli a gdy z kolei słyszą ‚weganizm’, myślą, że ktoś się przejęzyczył? Naprawdę myślisz, że dla większości Polaków przejście na dietę roślinną byłoby ‚proste i przyjemne’? Przyjemne może i tak, wszystko zależy od nastawienia, ale proste już napewno nie dla wszystkich.
      Teraz, gdy już jestem po okresie przystosowawczym moje życie rzeczywiście stało się zdrowsze i o wiele prostsze. Ale nie można opowiadać ludziom, że tak będzie od razu, bo jak będą chcieli spróbować i zaczną zauważać trudności, to zamiast być na nie przygotowanym mogą po prostu zrezygnować bo stwierdzą, że to nie dla nich, bo mają z tym problem a dla innych to było ‚proste i przyjemne’.
      Nie powielam schematu dziwnej diety. To będzie brzydkie i nieskromne ale napiszę to, żebyś wiedział: teraz jestem szczupła i wysportowana, bardzo dużo osób pyta mnie co robię, że tak wyglądam. Wiele osób dziękuje mi za informacje o diecie wegańskiej, bo wcześniej o niej nic nie wiedzieli i nie sądzili, że można na niej wygladać tak dobrze. Myślę, że jestem dobrą ‚ambasadorką’ weganizmu. Pomagam i służę radą każdemu, kto chce tego spróbować.
      Z racji tego, że nie chcę, żeby kogoś na tej stronie spotkała przykrość (także Ciebie) pominę Twoje stwierdzenie o ‚skamieniałym sercu’, bo posunąłeś się tym stwierdzeniem za daleko.
      Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top ↑








  • .
  • NAJPOPULARNIEJSZE POSTY

  • Magazyn on-line






Shares