Inne

Published on Czerwiec 14th, 2013 | by admininistrator

1

„To był rok przemian”

Zgodnie z obietnicą wrzucamy kolejną część Waszych konkursowych wpisów. Pierwszą znajdziecie tutaj. Jeszcze raz dzięki i zapraszamy do kolejnych konkursów!

Dzięki weganizmowi udało mi się bez wysiłku zrzucić 17 poporodowych (i przed-) kilogramów. Jestem mniej więcej w 2/3 drogi. Poprawiła się moja cera, która promienieje, wygląd włosów, kondycja, jakiej nie miałam od czasów studiów. Dzięki Wam nieustannie przekonuję się, że moja córka (weganizm to efekt ciążowego odrzucenia od produktów pochodzenia zwierzęcego) dokonała słusznego wyboru i trwamy przy nim obydwie. Od kilku miesięcy regularnie spaceruję, mam dzięki temu i diecie mnóstwo energii, niedawno kupiłam rolki, na których nie jeździłam prawie 13 lat i czego uczę się od początku, ale jestem pełna zapału i wiem, że wkrótce będę śmigać. Za kilka kilogramów zamierzam zacząć marszobiegi – siedzenie staje się nudne i jakieś takie niemodne ;).

Dzięki weganizmowi i Waszym recenzjom dowiedziałam się o kilku wspaniałych książkach. Bardzo duże wrażenie zrobiła na mnie „Jedz i biegaj” Scotta Jurka! Uwielbiam wchodzić do kuchni i tworzyć coś z niczego, zapachy, konsystencje, smaki, wciąż się uczę i odkrywam, jak wspaniałe jest jedzenie i ile radości daje gotowanie i przygotowywanie posiłków sobie i bliskim, na dodatek wiem, że to jedzenie nam służy.

Bardzo się cieszę, że poznaję wciąż nowych wegan i że jest ich coraz więcej. Dzięki tym znajomościom, najpierw wirtualnym, a potem realnym, przekonuję się, że wybieram dobrze i że jestem normalna – czasem takie wsparcie jest bardzo potrzebne. Wielu nowo poznanych odsyła mnie do Waszego portalu 😉

Kasia

Moja historia wygląda następująco. Ok 3 lata temu stwierdziłam, że nie jestem zadowolona ze swojego ciała. Byłam bardzo aktywna: jazda konna, taniec, góry itp. Jednak wpadłam w wir odchudznia. Skończyło się anoreksją. Później jednak zainteresowałam się siłownią. Waga dramatycznie wzrosła. Przez rok myślałam, że ciało się przyzwyczai i zacznie ponownie spalać zbędny tłuszcz.  Jednak pomimo zbilansowanej diety ok 1700kcal. 120b/80t/ reszta ww nie czułam się zbyt dobrze, zjady cukru. Jedno co to poprawiłam swoje osiągi siłowe.

Po 2 latach stwierdziłam, że czas znaleźć inne źródło inspiracji. Zainteresowałam się stroną 30bananaday.com, później przeczytałam książkę „China study” i tak zaczęła się moja przygoda z weganizmem. Pół roku temu zetknęłam się z veganworkout. To była dopiera motywacja. Nie dość, że mam mnóstwo energii z kochanych węglowodanów to jeszcze ciało wygląda znacznie lepiej. Poprawiła się moja siła, wytrzymałość, kondycja.

Moje maxy:

  • wyciskanie na płaskiej 45kg
  • MC 90kg
  • pompek męskich 22x

Na początku mojej przygody z weganizmem maxy były o ok 15% mniejsze. Historia tra nadal, jestem bardzo szczęśliwa, że miałam okazję spotkać się z Wami.

Michalina

Ten rok był dla mnie rewolucyjny, ze względu właśnie na przejście na dietę wegańską, a raczej wegański styl życia. Wiem, że zapewne moja odpowiedź nie będzie oryginalna, ale bardzo chcę się podzielić tym co dała mi ta zmiana, zarówno pozytywnymi jak i negatywnymi stronami.

Jestem wegetarianką od urodzenia, rodzice nie karmili mnie, ani brata mięsem ze względu na silną reakcję alergiczną na mięso w naszej rodzinie, a moja chrzestna wegetarianka miała na tyle szeroką wiedzę, że nie było obaw o niedobory(potrafiła załatwić tofu w roku 1990). Potem chyba pojawiło się obrzydzenie do mięsa pod względem estetycznym, zapach, wygląd, próby znajomych czy dalszej rodziny do przekonania mnie do skosztowania „pysznego kurczaczka”, szyneczki czy rybki(bo to przecież nie mięso) spełzły na moich pełnych obrzydzenia minach. Kocham zwierzęta od kiedy pamiętam, zawsze marzyłam o własnym zwierzaku tak więc wiadomość o tym z czego jest mięso była dla mnie szokiem, i o ile nie potrafiłam tego zrozumieć wtedy, tak nie potrafię sobie tego wytłumaczyć do dziś. Nie powiem, że nie znam smaku mięsa, moi opiekunowie mieli przebłysk szaleństwa i dawali mi tran dla zdrowotności, którego nienawidziłam, ale jako 5-latka przyjęłam tłumaczenie „do tego nie trzeba zabijać rybki”, poza tym na wszelkie próby przemycania mi do jedzenia mięsnych kąsków reagowałam pluciem i najczęściej płaczem. I niemal do teraz wydawało mi się, że wegetarianizm jest super, jestem ok wobec zwierząt, weganizm… no fajnie ale po co? Lubię sery, lubię jajka. I przeczytałam na jakimś forum… ktoś stwierdził, że wegetarianizm to krok ku weganizmowi, zareagowałam wewnętrznym oburzeniem, przecież tak dużo robię, a tu ktoś myśli, że to półśrodek. Ale to zdanie zasadziło we mnie myśl, która zaczęła kiełkować, zaczęłam czytać o warunkach pozyskiwania mleka, jajek, nawet miodu, nie byłam zdecydowana, ale chciałam spróbować. Pierwszy wykluczyłam miód, jako, że nigdy go nie lubiłam, potem jajka gdyż wydało mi się to stosunkowo proste, wciąż jadłam nabiał, ale już nie bez wątpliwości. Postanowiłam w wakacje 2012 spróbować weganizmu, udało mi się, mnóstwo owoców, domowa kuchni, bliscy bardzo otwarci na mój eksperyment. Miałam tygodniową przerwę na wakacyjny wyjazd z jogą gdzie serwowali wegetariańskie potrawy i niestety zjadłam kilka sałatek z jogurtem, jednak po powrocie, może powiedzieć zaczęłam weganizm pełną gębą, z pełną determinacją i entuzjazmem. Czytałam, edukowałam się, obejrzałam film, w którym poznałam Darka Gzyrę, no i przede wszystkim jadłam, gotowałam i jadłam, jadłam, jadłam pysznie. Nie będę tu pisać o zmianach zdrowotnych, bo i jak już przesadziłam z objętością tego maila, ale to był zdecydowanie dobry wybór dla zdrowia. Zawsze lubiłam gotować, ale teraz to już uwielbiam, na nowych studiach poznałam wegankę, która gotuje jeszcze lepiej(notabene, książka, która jest nagrodą w konkursie to był mój prezent na jej urodziny). I w temacie waszego portalu, polubiłam sport… zawsze był dla mnie swojego rodzaju karą za grzechy kulinarne, teraz powoli odkrywam ulubione aktywności, moje ciało jest sprawniejsze, smuklejsze, zdrowsze i myślę, że szczęśliwsze. Polubiłam bieganie, przestałam się zmuszać do indoor cyclingu(za to bardzo lubię rekreację na świeżym powietrzu), step to coś co chciałabym poznać, udoskonalić umiejętności, może zrobić uprawnienia instruktorki.Nie przepadałam za zajęciami typu Body&Mind to zakładały wsłuchanie się w siebie, interakcję z ciałem co często było przyczyną dyskomfortu psychicznego, teraz po prostu się z nim zakumplowałam. Złe strony weganizmu… świadomość ogromu cierpienia zwierząt, wiedza jest bolesna, sprawia dyskomfort, poczucie, że robię naprawdę mało, że czasem nie mam odwagi walczyć o ich prawa, że wydaje mi się, że to syzyfowa praca, bo moja postawa nic nie zmieni. Często szukając informacji o weganizmie trafiam na ludzi, który wprost wyrażają zupełnie odmienny światopogląd w tej kwestii. Mimo to wegańska rewolucja to najlepsze co mi się mogło przytrafić, chce mi się z siebie śmiać, że podchodziłam do tego jak pies do jeża, a okazało się to tak proste i tak właściwe.

PS Patrick Baboumian także zainspirował mnie do zmiany diety i kiedy go słucham platonicznie się w nim kocham.

Adrianna

Wydawałoby się, że rok to mało. Łatwo pozostawać w miejscu, nic nie zmieniać, tkwić w stałej rutynie życia, która nie dość, że nie wnosi nic pozytywnego, potrafi niszczyć ludzi od środka. Dokładnie w tak wyglądało moje życie jeszcze rok temu. Borykałam się z depresją, zaburzeniami odżywiania, zamknęłam się w sobie. Ale na szczęście dla mnie przyszła upragniona chwila otrzeźwienia- stwierdziłam, że muszę coś ze sobą zrobić. Poszłam do psychologa, podjęłam się terapii, postanowiłam odzyskać chęć do prawdziwego życia, chciałam czerpać z każdego dnia tyle pozytywnej energii, ile się da. Dzięki psychologowi i wspaniałym ludziom, którzy mnie otaczali i wspierali, wyszłam z ciemnego miejsca, w jakim się znajdowałam i zrozumiałam jedną, tak prostą i podstawową prawdę- jeśli się stoi w miejscu, nie próbując nic zmienić w swoim życiu-  nic się nie zmieni. Mogłoby się wydawać, że to masło maślane, może dla niektórych właśnie nim będzie, ale na mnie zrobiło ogromne wrażenie i zdecydowałam, że muszę coś zrobić, żeby nigdy o tej prawdzie nie zapomnieć. A więc to moje najpiękniejsze zdanie „by changing nothing, nothing changes” zostało wytatuowane na moim przedramieniu ok listopada, żebym zawsze mogła sobie w odpowiednim momencie przypomnieć, że życie jest w moich rękach.

Do tego wszystkiego stwierdziłam także, że chcę założyć bloga. Jestem weganką od 2 lat i uwielbiam gotować- jest to moją prawdziwą pasją. Kocham odkrywać nowe smaki i próbować nowe potrawy. Więc po długim czasie planowania (bo zajęło to ok 4 miesiące) otworzyłam ok kwietnia swojego bloga i z wielkim zapałem zaczęłam umieszczać posty, jednocześnie ucząc się, jak by tu ujarzmić moją nową lustrzankę :). W tym momencie Vegan Corner jest moim motorem, uwielbiam przygotowywać potrawy, fotografować je i opisywać. Zwieńczeniem mojej pracy są zawsze komentarze i lajki, które ładują mnie pozytywna energią na następnych kilka dni.

No i nawiązując do sportu- podjęłam się wyzwania, o które nigdy bym się nie podejrzewała. Nigdy nie lubiłam wf-u, nie byłam przesadnie sportowa. Można nawet powiedzieć, że stawałam się kanapowcem. Ale. Pamiętam, że przeczytałam kiedyś post (chyba) Vegeliciuos na temat biegania. I pamiętam, że tak na mnie podziałał, że praktycznie natychmiast chwyciłam buty i pobiegłam w miasto ze swoją współlokatorką. To była połowa marca i pierwszy raz przebiegłyśmy ok 3km i mało co nie zginęłyśmy :). Od tamtego czasu zakochałyśmy się w bieganiu, postanowiłyśmy wziąć udział w nocnym półmaratonie wrocławskim. Więc trenowałyśmy, a dzisiaj po raz pierwszy przebiegłyśmy ponad 18km, półmaraton jest za dwa tygodnie, a ja chyba nigdy nie byłam szczęśliwszym człowiekiem.
Jeśli chcecie coś zmienić w swoim życiu, nie myślcie- zmieniajcie 🙂

Diana

Ostatni rok był dla mnie bardzo intensywny i obfity w nowe doświadczenia i doznania. Gdyby ktoś 12 miesięcy temu powiedziałby mi, że będzie tak wyglądać nie uwierzyłabym! Wegetarianką jestem od wielu lat, natomiast weganką od niedawna. Właśnie rodzaj diety, którą wybrałam był jednym z powodów wyboru kierunku studiów. Po napisaniu matury udało mi się dostać na dietetykę, przez co mam możliwość zgłębiania wiedzy z zakresu prawidłowego żywienia. Na uczelni nastąpił kolejny przełom – jednym z obowiązkowych przedmiotów był wf, za którym, szczerze mówiąc, w liceum nie przepadałam. Doszłam jednak do wniosku, że skoro wiele kobiet płaci za zajęcia sportowe, a ja mam okazję uczestniczyć w nich za darmo może warto zaagnażować się? (Zwłaszcza, że cotygodniowe paradowanie po sali gimnastycznej mnie nie ominie!) Wybrałam więc aerobik, co okazało się strzałem w dziesiątkę! Zajęcia dały mi mnóstwo energii, a po wyjściu z nich miałam doskonały humor! Po pierwszym semestrze, gdy przedmiot skończył się poczułam, że brakuje mi tego wycisku i wykupiłam mój pierwszy karnet na step. W marcu do treningu aerobowego dołączyłam trochę ćwiczeń siłowych. Zaczęłam też interesować się żywieniem w sporcie – wiedziałam, że przy zwiększonej aktywności fizycznej powinnam skupić się na swojej diecie, dokonywać właściwych wyborów i jeść wartościowe produkty. W kwietniu urozmaiciłam swoje treningi, wybiegłam w teren. Za pierwszym razem pokonałam niecałe 5 kilometrów. Pokochałam bieganie, zaczęłam zwiększać dystans. Zauważyłam, że po regularnym treningu moja kondycja jest znacznie lepsza, poprawiło się także moje samopoczucie, byłam mniej senna, a otoczenie zarażałam pozytywną energią! To zdecydowanie moja ulubiona dyscyplina, a uprawianie jej daje mi mnóstwo satysfakcji. Oczywiście nie zapomniałam o moim ukochanym stepie, czasem też podnoszę ciężarki. Wracając do biegania staram się uskuteczniać tę formę 3 razy w tygodniu. Mój najdłuższy dystans to 11 km, ale na tym nie poprzestanę! Kolejne wyzwanie, marzenie? Z tych najbliższych to powrót do formy (właśnie regeneruję moje mięśnie po drobnej kontuzji – siedzę i kwiczę z powodu braku aktywności :(!) W dalszej przyszłości? Półmaraton! Kto by pomyślał…

Joanna

Witam, oto czym mogę się pochwalić w ciągu mijającego roku 🙂 W ciągu ostatnich 12 miesięcy ciężko pracowałam nad celem, jaki sobie wyznaczyłam: posiadania ciała, z którego będę zadowolona. Zaczęłam ćwiczyć regularnie, najpierw 3-4 razy w tygodniu z Ewką Chodakowską, a obecnie 6-7 razy w tygodniu (program Px90). Tak wciągnęłam się w treningi, że są teraz stałym punktem w planie mojego dnia. Rezultaty są zadowalające ? dodatkowe 2 kg mięśni, zwiększony metabolizm (z 1169 na 1223) i bardziej napięta skóra. Kolejnym etapem do osiągnięcia celu będzie rozpoczęcie od lipca dwumiesięcznego treningu na spalanie tkanki tłuszczowej. Można? Można! I to na vege diecie.

Monika

Na wiosnę 2012 roku zaczęłam biegać. W czerwcu pojawiła się nowa praca, do której mogę jeździć rowerem. Poza tym zapisałam się na pierwsze zawody- dziesięciokilometrowy Bieg Opolski. Prawie udało się złamać godzinę, a dwa tygodnie później w Dobrodzieniu podbiłam życiówkę o 7 minut! Później załapałam nawet pierwszą kontuzję, ale tym nie ma się co chwalić. W jesieni znowu zaczęłam praktykować jogę. Co prawda adepci jogi i biegania po cichu zwalczają się, ale w moim przypadku obie te aktywności uzupełniają się doskonale. A potem przyszła zima, a wraz z nią nowe biegówki. Po raz pierwszy udało mi się na prawdę biec na nartach i przestałam się bać zjazdów. Dzięki wyjątkowo długiej zimie nawet w marcu dało się poszaleć na skiturach w świeżym puchu między drzewami – może nie wychodziło mi to jeszcze perfekcyjnie, ale nie bałam się na 50 stopniowych stokach. Co prawda coś za coś- w tym roku tylko raz udało mi się wyskoczyć na typową jazdę na wyciągach, ale nie żałuję. Biegówki i skitury dają wolność, której na sznurku się nie znajdzie. Przy okazji okazało się, że nie tylko trzymam równe tempo z ludźmi, którzy kiedyś musieli na mnie czekać, ale pod koniec dnia to oni są wykończeni, a ja czekam na nich. Przyszła wiosna, a wraz z nią pierwszy rajd przygodowy, w którym nie znając nawet reguł zajęliśmy dobre miejsce. Poza tym spróbowałam jazdy na rolkach i od razu przypomniałam sobie ruchy wyuczone w dzieciństwie na lodowisku. Maj 2013  zakończył się odkryciem biegów górskich przy okazji przypadkowego wyjazdu „na doczepkę” z ludźmi trenujacymi do Rzeźnika i biegów w Tatrach.

Zresztą sport to nie tylko same ćwiczenia. Znając potrzeby biegaczy i uczucia targające nimi podczas biegu wiedziałam, jak ważne jest dobre kibicowanie. Wiele osób było mi szczerze wdzięcznych za miski wystawione w czasie maratonu opolskiego czy skandowanie na puktach Biegu Rzeźnika.

Podsumowanie ostatnich 12 miesięcy: coraz szybciej, coraz dłuższe dystanse (na asfalcie, w górach, na biegówkach, na rowerze), pokonanie lęków (zjazd na biegówkach, zjazd w puchu między drzewami, zbieganie w górach), nowe sporty (rolki, bieganie w górach), coraz wyższe miejsca na zawodach, gratulacje znajomych, a także radość z kibicowania. No i mnóstwo nowych planów. Jeśli chodzi o aspekty zdrowotne, to cóż, znużona gadaniem mięsożerców w końcu poszłam zrobić sobie badania krwi. Okazało się, że jest nieźle. Tzn. wszystkie wartości były w normie, wręcz na świetnym poziomie. Z wyjątkiem żelaza, podniesionego do poziomu górnej granicy normy dla facetów. No cóż, tak to bywa u kobitek po 16 latach wegetarianizmu… Czy w sumie bardzo dobry rok.

Kinga

Witam. Mam na imię Damian i mam 24 lata. Zawsze byłem aktywny fizycznie i zahaczyłem o kilka dyscyplin sportowych. Przez 3 lata trenowałem również taniec breakdance dzięki czemu osiągnąłem dużą sprawność. W szkole średniej zacząłem również interesować się dietetyką jednak jak większość miałem klapki na oczach i nie zwracałem uwagi na krzywdę zwierząt z których produkuje się pozornie zdrowe jedzenie. Starałem się jeść dużo mięsa i nabiału bo patrząc na moje autorytety sportowe myślałem że tak trzeba. Później przestałem trenować regularnie i sprawność spadła do zera. W zeszłym roku postanowiłem wznowić treningi oraz zacząć zdrowo się odżywiać ponieważ zmagałem się wciąż z problemami zdrowotnymi. Dużo czytałem, jednak na wegan i wegetarian patrzyłem prześmiewczo mimo że sam uważałem się za miłośnika zwierząt. W czerwcu ubiegłego roku przeglądając internet i szukając różnych informacji na temat dietetyki przez przypadek natrafiłem na film z wykładu Gary’ego Yourofsky i wtedy nastąpiła rewolucja w mojej głowie. Zrozumiałem kilka rzeczy i twardo postanowiłem że przejdę na weganizm by dołożyć swoją cegiełkę do budowy lepszego świata zwierząt. Początkowo było to trudne czasami przez nieuwagę zdarzało mi się jeść rzeczy zrobione z produktów odzwierzęcych lecz z czasem nauczyłem się wszystkiego. Wtedy też poznałem dziewczynę która, będąc zagorzałym mięsożercą, wspierała mnie, gotowała mi wegańskie potrawy oraz jadła je ze mną choć wciąż twardo mówiła że nie zrezygnowała by nigdy z mięsa. Ja dużo jej opowiadałem o weganizmie i tłumaczyłem na czym to polega ale nie zmuszałem jej do niczego. I moje nauki nie poszły w piach bo po pewnym czasie sama z własnej woli postanowiła że przejdzie na wegetarianizm i myślę że z czasem również przekona się do weganizmu 🙂 Na waszej stronie znalazłem dużo potrzebnych mi informacji dzięki czemu teraz ćwiczę regularnie i odżywiam się zdrowo i żyję nie krzywdząc innych stworzeń. Wciąż u mojego boku jest moja dziewczyna którą również przekonała się do regularnych treningów. Przez ten rok za sprawą tych wydarzeń moje życie obróciło się o 180 stopni oczywiście w tą dobrą stronę i mam nadzieję że jeszcze wielu ludzi też zrozumie że nie trzeba krzywdzić żeby być szczęśliwym 🙂

Damian

12 miesięcy to mało i dużo jednocześnie. Mało, bo czasami mijają one tak szybko, że w natłoku codziennych zdarzeń nie zauważamy zmieniających się kartek w kalendarzu. Dużo, bo przez rok bardzo wiele w naszym życiu może się zmienić. Co mi udało się osiągnąć przez ten rok? Zaczęłam poranne treningi na basenie ok 4 razy w tygodniu oraz ćwiczenia w szkole jogi. Wegetarianką jestem już od ponad trzech lat, zaczęłam jednak coraz poważniej myśleć o weganizmie i ograniczać produkty odzwierzęce w swojej diecie. W najbliższym czasie mam szczerą intencję pożegnania mleka krowiego, serów oraz masła. Mam nadzieję, że tym osiągnięciem będę mogła pochwalić się już całkiem niedługo 🙂

Katarzyna

Od 8 lat jestem związany ze sztuką przemieszczania się – Parkour, dziś nie traktuję tego jako hobby a jako mój styl życia – to jest niezmiennik, uwielbiam inne rodzaje aktywności ruchowej, ale często zostaje mi na nie niewiele czasu. Wegetarianinem jestem od 3 lat, od zawsze był obecny w moim życiu, poprzez znajomych i kulturę w jakiej się obracam i wiedziałem, że przejście na dietę bezmięsną to kwestia czasu, no i stało się.

Jako, że wasz portal jest portalem na temat workoutu opiszę swoje „wyczyny” sportowe. Podczas ostatniego sezonu (wiosna – lato) 2012 naturalnie podniosłem swój poziom w Parkour i freerun, ponadto wybrałem się w dwójką moich znajomych na rowerowo – parkourową przejażdżkę po wschodniej części Polski.

Początek naszego Tripu był w Lublinie: stamtąd udaliśmy się do naszych znajomych do Siedlec na dzień sportów ekstremalnych gdzie pomagaliśmy w organizacji tego przedsięwzięcia, prowadziliśmy warsztaty i pokazy Parkour, na dotarcie tam mieliśmy 2 dni. Kolejnym przystankiem była Ostrołęka, kolejne spotkanie ze znajomymi i kolejne treningi, po kolejnych dwóch dniach dotarliśmy do Biskupca, gdzie spotkaliśmy się ze znajomą grupą BC3run, która to miała swoje małe święto i pokazy z okazji koncertu z „starym browarze”. Podsumowując, wycieczka trwała 13 dni, zrobiliśmy ponad 450 km, ciągle trenowaliśmy, i ciągle jechaliśmy, jedliśmy posiłki przygotowywane przez znajomych, lub na ognisku w lesie, gdzie spaliśmy między przystankami. Tutaj link, do filmiku upamiętniającego nasz wyjazd. Po powrocie czekała mnie regeneracja, no i dalsze zabawy. Zwieńczeniem tego są dwie kolejne produkcje. Pierwsza z nich to luźna sklejka z treningów z moim wiernym towarzyszem – psem Rolfem! No i filmik podsumowujący sezon.

Ponieważ odczuwałem wielką ochotę zaczęcia czegoś nowego z czym w przeszłości miałem pośrednio niewielką styczność, wraz z rozpoczęciem roku akademickiego zacząłem trenować brazylijskie jiu jitsu. Treningi przynoszą mi wiele radochy, w maju zdecydowałem się wystartować w małych zawodach ADCC LUBLIN, gdzie w mojej kategorii spośród 10 zawodników uklasyfikowałem się na 3 pozycji, okupione to było ciężkimi treningami na macie, przerzucaniu żelastwa w piwnicy i wieloma godzinami przebieganymi po okolicznych wsiach.

Rok akademicki powoli się kończy podobnie jak treningu jiu jitsu, już planuję kolejny parkourowy trip po Polsce z przyjaciółmi, no i uczę się do sesji.

Aha co do osiągnięć! – w międzyczasie udało mi się podszlifować i jeszcze bardziej zbliżyć do czystego podciągnięcia na jednej ręce. no i spoza treningowych wyczynów to udało mi się obronić tytuł Inżyniera na Politechnice Lubelskiej z oceną 5 na dyplomie. Dziś kontynuuję te studia na drugim stopniu, jednocześnie kończąc drugi rok moich drugich inżynierskich studiów realizowanych przez Politechnikę Lubelską wspólnie z Uniwersytetem Medycznym. Wszystko to bez udziału mięsa!

Ps. Wszystkiego najlepszego z okazji pierwszych urodzin!

Michał

Od 15 roku życia chciałam zostać wegetarianką. Denerwowało mnie, że kochałam zwierzęta, wspierałam WWF, ale sama osobiście nie potrafiłam odmówić sobie kawałka mięsa. Ze wszystkich stron dochodziły mnie głosy bliskich o tym, że się rozchoruje, źle rozwinę fizycznie albo nie będę miała siły. Nadszedł czas kiedy na liczniku pojawiła się piękna liczba 21. Przeczytałam wywiad z Mariką w którym wypowiadała się o wegetarianizmie i powodach dla których nie je mięsa. Wtedy zrozumiałam, że już nikt mnie nie powstrzyma. Z dnia na dzień zostawiłam mięso, przez pierwsze dwa dni wspierałam się rybami, później zrezygnowałam też z nich. Najtrudniej było mi przekonać do nowych zasad mojego dziadka, który przez pierwszy miesiąc pytał czy nie skuszę się przypadkiem na „kawałeczek smacznej szyneczki” i próbował wlać we mnie zupę zrobioną na kurczaku, a przy każdej negatywnej odpowiedzi łapał się za głowę i mówił z pełnym boleści głosem: „koniec świata z tą moją wnuczką”.

Od 4 miesięcy jestem szczęśliwą wegetarianką, pełną zdrowia i energii i pomimo tego, że dopiero zaczynam moją przygodę z „żywieniem bez ofiar” cały czas eksperymentuje z nowymi potrawami. Wiem, że muszę się jeszcze dużo nauczyć zanim moja mama weźmie ze mnie przykład (do czego ciągle dążę:)), dlatego nie ustaje w poszukiwaniu pysznych i zdrowych potraw 🙂

Gracja

Jestem dumna z moich ostatnich 12 m-cy! Przestałam jeść mięso już jakieś 5 lat temu i chociaż momentami ogarniała mnie wielka wściekłość wobec tych, którzy dalej bez zastanowienia wpychają sobie padlinę do ust, zawsze starałam się opanowywać i nie bawić w proroka – to chyba bardziej zniechęca. Na szczęście zdrowym podejściem do życia zaczęłam zarażać coraz więcej i więcej osób! Właśnie ostatnich 12 m-cy było kluczowe. Dokładnie rok temu w wakacje mój chłopak postanowił przestać jeść mięso, mimo, że przez poprzednie 2 lata związku pozostawał mięsożerny. Nasz przyjaciel-współlokator również postanowił wyrzucić z diety zwierzęta. Podkreślam, że wszystkie decyzje były podejmowane samodzielnie, w oddaleniu ode mnie i jakichkolwiek presji z mojej strony 🙂 Ale to nie wszystko!

Od kilku tygodni ja i mój chłopak przechodzimy na weganizm. Można powiedzieć, że transformacja dokonała się już całkowicie. Czuję się świetnie, znacznie „żywiej”, znacznie bardziej „fair”, zdecydowanie bliżej natury, mam więcej energii, zjadam mnóstwo pysznych rzeczy, których wcześniej nie kosztowałam. Niczego nie żałuję. Mniej więcej w tym samym czasie zaczęłam regularnie ćwiczyć, codziennie wylewam z siebie spore ilości potu, jeżdżę na rowerze po górach, zdecydowanie z kanapowego leżucha, którym byłam, zrobiłam się aktywnym rannym ptaszkiem. A moje ciało jest coraz bardziej sprężyste i umięśnione <3

Czasami tylko słyszę zza ściany rozpaczliwe wołania o Milkę, ale zaraz potem wjeżdżam z muffinami czekoladowymi i nikt już nie ma ochoty na nic czekoladowego 🙂

Co więcej – z racji tego, że posiłki jadamy przeważnie wspólnie, i nasz przyjaciel ograniczył produkty zwierzęce. Bo okazało się (a długo było to dla nas wszystkich zagadką), że da się zrobić zupkę bez śmietanki, pizzę bez sera, kotlet bez jajka. Również w pracy – zostałam początkowo wręcz niemiło i prześmiewczo potraktowana przez moje „żarcie sałaty”. Generalnie co rusz słyszałam: „dziwna jesteś”. Ale umówmy się – to ja zawsze miałam najpyszniejsze śniadania w pracy i wszyscy o tym wiedzieli 🙂 Jednak pierwsza okazja do spokojnej, ogólnej rozmowy zdziałała wiele. Niedawno usłyszałam: „wiesz, ja chyba nie przestanę jeść mięsa, ale do kawy i płatków piję tylko i wyłącznie mleko sojowe, a jak mam do wyboru pasztet, albo sałatkę z pomidorów, to zjem sałatkę”. Kolejny sukces!

Za największe jednak moje osiągnięcie uważam decyzję sprzed kilku tygodni mamy mojego chłopaka – na początku była bardzo sceptyczna i martwiła się o zdrowie syna przy przechodzeniu na wegetarianizm, czemu nie ma się co dziwić. O ile wegetarianizm zaczął być już oswojony, to wieść o weganizmie znów była ciosem. Więc postanowiliśmy tym razem powojować, porozmawiać, wytłumaczyć, przedstawić badania, opinie ekspertów i przeróżne materiały video – zadziałało! Wczoraj wysłałam „teściowej” gratulacje w wytrwałości w niejedzeniu mięsa. Już 2 tygodnie! Ogromnie się cieszę, że nie metodą obnośnych sprzedawców udało mi się sprzedać moją ideologię tak wielu osobom, albo przynajmniej rozprzestrzenić zrozumienie co do niej! Mam nadzieję, że „moi uczniowie” pójdą dalej i też pokażą, że się da i że jest fajniej i że właściwiej. I to wszystko w 12 m-cy! Aż się boję co wydarzy się przez następne 12 m-cy!

Monika

Jeszcze 2 lata temu ważyłem 94 kg przy wzroście 185 cm. przy pracy biurowej, siedzącej to był taki graniczny punkt w którym trzeba było podjąć decyzję o tym jak zadbać o swoje zdrowie. Postanowiłem biegać,  było mi bardzo ciężko. Walczyłem o każdy kilometr na treningu, byłem jednak zdeterminowany. Po 6 miesiącach treningów wystartowałem w maratonie warszawskim i ukończyłem go  w czasie łamiąc 4 godziny. Przełomowy był początek roku 2013 ; udało mi się przebiegać solidnie całą zimę; przestałem jeść mięso (zawsze o tym myślałem), zmieniłem nawyki żywieniowe (teraz jem 5 posiłków dziennie w odstępach 2,5 h) , piję ponad 2 litry wody dziennie. Zwieńczeniem tego okresu był wynik w Orlen Maratonie 3:17:52 🙂 udało się !!!!

Najważniejsze jednak, że jestem dziś innym człowiekiem. Silniejszym psychicznie i fizycznie. Ważę 76 kg, nie jem mięsa i szykuje się do spełnienia mojego kolejnego marzenia – Ultramaratonu (Chudy Wawrzyniec na dystansie 87 km).

Cały czas uzupełniam swoją wiedzę na temat biegania i jedzenia. Szukałem właśnie takiej książki która systematyzuje wiedzę w tym zakresie.

Jarek

No więc co się udało przez ostatnie 12 miesięcy… Udało się kombinowanie z dietą pod kątem wpływu na zdrowie 🙂 Ogólnie w tej kwestii nie narzekam, ale… Na przełomie września i października postanowiłem zrobić prosty eksperyment.

Sprawa wygląda tak, że od prawie trzech i pół roku ciągnęła mi się kontuzja kolana (łąkotka i więzadło boczne). stan umożliwiający treningi, już nawet przywykłem do lekkiego bólu, acz uciążliwe. Po drodze trzy serie rehabilitacji i za każdym razem tylko czasowo pomagało. No to postanowiłem zrobić eksperyment i sprawdzić co się stanie gdy zmienię źródło wapnia z nabiału (w sensie produktów mlecznych, jajka zachowałem w diecie) na orzechy, migdały, sezam itp.

Plan był na dwa tygodnie, ale jako, ze sery uwielbiałem, to myślałem, że dłużej niż tydzień nie da rady. A tu bach, tydzień było ciężko, ale do dwóch wytrwałem i nawet przestało mnie ciągnąć do serów, za to jakby więcej smaków zacząłem czuć. Ale co najważniejsze: coś tam z kolanem zaczęło się poprawiać. Zaskoczenie – bo nie spodziewałem się efektów w tak krótkim czasie. Może i placebo, ale działało. No to kontynuowałem. A jak w którymś momencie okazało się, że kolano przestało reagować na zmiany pogodowe – to już decyzja zapadła 🙂

No i tak do teraz już ciągnę „prawie ovo-wege” (prawie, bo bywają chwile słabości, ale nie za często i coraz rzadziej; no i margaryny czasem mają 0,5% masła w składzie, ale tez coraz częściej udaj mi się znaleźć wegańskie, no i zacząłem tez sam sobie robić pasty kanapkowe). Potem dowiedziałem się, że to raczej nie kwestia wapnia, prędzej odkwaszenia organizmu. A może i placebo. No ale działa 🙂

Przy okazji masa innych rzeczy się poprawiła:

  • Budzę się bardziej wypoczęty (a śpię naprawdę mało).
  • Zelżał syndrom suchego oka.
  • Zelżała nad potliwość (a miałem sporą).
  • Zniknęły różne drobiazgi zdrowotne, które nigdy mi nie przeszkadzały, ale bez nich jakoś lepiej 🙂 Np. ciągły katar.

Tak mi się to spodobało, ze zacząłem doczytywać i doczytywać różnych materiałów (bo jednak boję się przesadzić w nagłej zmianie, zwłaszcza, że ćwiczę głównie pod kątem wytrzymałościowym). Dieta więc nieźle wyewoluowała. A to zmiana pieczywa z białego na ciemne, a to znów wprowadzanie nowych warzyw, kombinowanie z ich łączeniem pod kątem uzyskania różnych zestawów witamin. I regularne zaskoczenia, gdy informacje z jednych źródeł po przeczytaniu innych materiałów były korygowane 😉 No choćby sprawa b12 i ich analogami w różnych produktach.

I powiem tak, po pół roku „na 90% ovowegetarianizmu” jestem coraz bliżej nie tylko przejścia do wersji „100%”. Jajka po drodze same się ograniczyły. Jem ich teraz naprawdę mało. No i zastanawiam się nad jeszcze większym ograniczeniem. Do myślenia o weganizmie+miodzie jeszcze nie dojrzałem, ale myślę, że ustalę sobie jakiś naprawdę ostry limit. Faktem jest, że zacząłem już stosować metodę, że na dwa tygodnie przed dłuższymi biegami jajek nie, za to więcej rzeczy surowych. I efekt jest dobry 🙂 Znów: nie wiem czy to nie placebo, ale działa to działa ;] Dalsze zmiany żywieniowe w toku – bo temat mnie wciąga jak diabli 🙂

PS. Ogólnie o tym co powyżej pisałem tez tu: http://www.wegeregeneracja.pl/ovowegetarianizm-i-kontuzje/ – blog w powijakach, dopiero będę go rozkręcać, ale ten link częściowo uzupełnia to co powyżej opisałem. A częściowo się pokrywa, więc nie wiem czy będzie się komuś chciało czytać te wypociny 😉

Wilk

Jestem wegetarianinem od 9. stycznie tego roku (lakto-owo, nie weganinem), a od wielu lat dosyć aktywnie uprawiałem różne sporty – pływanie, tenis ziemny, itp. Studiuję na Uniwersytecie w Oksfordzie więc wciągnąłem się też w wioślarstwo, i muszę przyznać że z niepokojem patrzyłem w przyszłość i dalsze treningi na diecie roślinnej. Trochę uspokoiły mnie historie triatlonistów i ultramaratonistów, ale mimo to byłem dość zdenerwowany. Na początku było fatalnie, bardzo ciężki tydzień lub dwa, ale później, gdy organizm się przyzwyczaił, rezultaty przeszły najśmielsze oczekiwania: w tym roku nasza osada zdobyła podwójne odznaczenie, wygraliśmy wszystkie wyścigi. Wioślarstwo jest jednak sportem drużynowym

  • była to praca całego zespołu i nie fair byłoby przypisywać sobie zasługi całej osady, zwłaszcza gdy samodzielnie:
  • pokonałem 10 kilometrów biegu przełajowego w 40 minut
  • przepłynąłem 25.5 km na basenie w ciągu tygodnia w ramach akcji charytatywnej St Hilda’s Physicists’ Quadrathlon, (prawie 4km dziennie)
  • poprawiłem swój wynik 2k na ergometrze wioślarskim o 20 sekund (poniżej 7:20)
  • opanowałem podręcznikowy ‚L-sit’, ‚crow stand’ i (prawie! już prawie..!) ‚elbow lever’ (podziękowania dla Convict Conditioning i Ala Kavadlo)
  • przejechałem na moim zdezelowanym rowerze z Oxfordu do Cambridge (83 mile) w ciągu jednego dnia z kolegą,również wegetarianinem, na zakończenie semestru

I to wszystko po tym jak rodzina i znajomi podzielili się na dwa obozy: jedni uważali że chorobliwie schudnę, a drudzy że wręcz przeciwnie (w końcu jedyne co przychodziło im do głowy to sałatka albo pierogi z serem…). Teraz koledzy mówią że wegetarianizm zrobił ze mnie sportowca – i o ile nie sposób się z tym zgodzić (bo raczej nie jest to związek przyczynowo-skutkowy), to wiem z własnego doświadczenia że na pewno w niczym mi nie przeszkodził. Z Waszej witryny dowiedziałem się również o książce Paula Wade’a, którą przeczytałem jednym tchem (tak samo jak wpisy i tutoriale Ala Kavadlo); wiem że będę pracował w kierunku gimnastyki i sportów walki, miesiąc temu wypisałem się z osady wioślarskiej, obecnie żyję wegetarianizmem i kalisteniką – i oby tak dalej!

Kamil

Dzięki waszej regularnej inspiracji, motywacji i informacji 🙂 w ciągu ostatniego roku… Wznowiłem rególarny trening siłowy z częstotliwością 3 – 5 a nawet 6 razy w tygodniu (ostatnie pół roku). W tym czasie znacząco poprawiłem swoąją sprawność, siłę, nieco sylwetkę. Kilka miesięcy temu zacząłem zmieniać swoją dietę z wegetariańskiej na wegańską – pozbyłem się 90% nabiału itp (stopniowo ucząc się cora więcej nt. diety wegańskiej wprowadzam ją coraz bardziej). W tym czasie wprowadziłem wiele nowych produktów, przepisów, nawyków by jeść zdowiej i bardziej wegańsko :).
Poza ciągłą pracą z treningiem siłowym, w styczniu podjąłem dodatkowo trening wioślarstwa (na ergometrze wioślarskim). W krótkim czasie (od stycznia do kwietnia) tak poprawiłem swoje wyniki, że wyprzedziłem paru swoich kolegów (dłużej ćwiczących) i na Akademickich Mistrzostwach Śląska zająłęm 6 miejsce, następnie (3 tygodnie później) zakwalifikowałem się i wziąłem udział w Akademickich Mistrzostwach Polski, gdzie choć nie zająłem żadnego ważnego miejsca, znów znacząco poprawiłem swój wynik. Ostatnie miesiące intensywnych treningów na diecie prawie że wegańskiej 😀

Mam ndzieję, żę między innymi dzięki wygranej książce pokonam ostatnie bariery dzielące mnie od zdrowej dobrze zbilansowanej 100% wegańskiej diety, jednocześnie pracując i rozwijając się w sporcie!

Karol

Od dokładnie 100 dni – mały jubileusz! – jestem wegetarianką. Mam piętnaście lat, wiec nie jestem na razie tak odważna, aby zdecydować sie na weganizm. Na początku było trudno, cala moja rodzina jest mięsożerna.. Po kilku tygodniach i przeżyciu świąt wielkanocnych bez wielu przysmaków, uznałam, że dalej będzie juz z górki. Wraz z dieta roślinną rozpoczęłam zdrowy styl życia. Po odkryciu strony ‚vegan workout’ zaczelam również wiecej ćwiczyć! Cala rodzina, lekarze, dietetyk wmawiali mi, ze dieta roslinna może mieć na mnie bardzo niekorzystny wpływ oraz, ze „nie da się oszukać natury”, a tu proszę! Coraz wiecej ludzi ja oszukuje! Za te radykalne zmiany jestem bardzo wdzięczna osobom z tej strony, które mnie motywują. Największym marzeniem stało sie dla mnie  przebiegnięcie maratonu, do czego małymi kroczkami dążę. Jeszcze raz serdecznie dziękuję za każdy wpis z Waszej strony. Serdeczne pozdrowienia, buziaki i gorące uściski.

Agnieszka

Moja przygodę z weganizmem zaczęłam właśnie okołu roku temu. Na początku było bardzo ciężko, iż mieszkam w domu gdzie jeden z rodziców pracuje w ubojni. Musiałam przejść przez długie dyskusje z członkami rodziny, by dowieść im wspaniałych korzyści z bycia weganinem. Jednak udało się ! Poprzez zmianę diety i bycie aktywnym wzrosła moja siła, mimo iż jestem niską, młodą dziewczyną która bardziej wzbudza litość i uśmiech niż strach 🙂 Czuję, że z każdym dniem mogę więcej i co lepsze CHCE więcej ! Chcę osiągać więcej sukcesów, zniknęło moje lenistwo i ciągłe wątpienie. Uporządkowałam się także poprzez systematyczne ćwiczenia, dbam o to co znajduje się na moim talerzu. Jestem świadoma.
Co więcej zniknęły moje wszystkie dolegliwości związane ze zdrowiem. Nie cierpię już katuszy, gdy mam miesiączkę, nie boli mnie głowa. Ogólnie czuje się SUPERWOMANKĄ 🙂 Najpiękniejsze jest to iż przekonałam kilku członków rodziny do tego jakże pięknego stylu życia.Razem z chłopakiem uprawiamy także w końcu własny ogródek, by zajadać się swoimi warzywkami, owocami i zieleniną.

Jednakże ciągle czuję, że to za mało. Pragnę zarazić tym sposobem bycia coraz więcej ludzi, gdyż wiem że wielu z nich chciałoby coś zmienić, lecz nie wiedzą czego im brakuje. Wspaniale jest także rozwiać ludziom wszelkie wątpliwości na temat tego, iż weganizm jest to dieta, która wymaga niebywałych pokładów finansowych. Oraz iż jest to trudna w zastosowaniu dieta. Lecz po zapoznaniu się z zasadami prawidłowego odżywiania stwierdza się, iż nie ma nic prostszego. Przecież pierwotnie tak zostaliśmy stworzeni, by wcinać wszystkie bogate w witaminy i minerały bogactwa Ziemi oraz używać do czegoś swoich kończyn, by udoskonalać samego siebie! I nie siedzieć bezczynnie tylko aktywnie korzystać z życia!

Justyna

Moje osiągi są mało ciekawe, mało zabawne i mało spektakularne, ale jest konkurs to se napisze, a co? Są za to szczere i moje 😉

  • Na widok łóżka obok którego przechodzę, robię pompki opierając się o jego poprzeczkę (w jednym artykule na VW było o tym, żeby się mobilizować i korzystać z tego co wokół, więc sobie wyrobiłem taki nawyk ;D)
  • Zacząłem jeździć na rowerze w miarę regularnie i poprawiła mi się kondycja
  • Zacząłem biegać od czasu do czasu 🙂
  • Udało mi się przytyć (to było pożądane)
  • Wprowadziłem do diety więcej fajowych dodatków takich jak siemię lniane, szuszone owoce i dobrze na tym wychodzę
  • Wydaje mi się że dzięki mnie kilka znajomych przestało jeść mięso, ale do weganizmu im jeszcze troszkę…
  • Zacząłem walkę z trolami, a dzięki VW mam mase fajnych, ostatecznych argumentów i gaszące przykłady sportowców wegan
  • PRAWIE wziąłem udział w półmaratonie warszawskim
  • zrobiłem kilka razy surowe sushi i było bardzo dobre (i miało dużo dobrych workoutowych składników typu ziarna słonecznika, miso)
  • dzięki fajnym artykułom o jodze zacząłem czasami robić asany, ale przede wszystkim zwracać uwagę na postawę ciała na codzień

Ogólnie ruszyłem dupę, bo w sumie sport jest ważny i fajny, a o ciało warto dbać 🙂 Bez strony VW pewnie dalej bym się garbił 😉

Marek

TO BYŁ ROK PRZEMIAN…- w moim życiu miało miejsce wiele zarówno negatywnych jak i pozytywnych zdarzeń, ale że z natury jestem optymistką wiec będę pisała głównie o tych drugich:) wakacje 2012 upłynęły pod znakiem imprez,alkoholu i jedzenia i picia tego, co akurat było pod ręką bez zastanawiania się nad wartością odżywczą…efekt? Z wakacji wróciliśmy z mężem zmęczeni, grubsi i…w trójkę:) Niestety tryb wakacyjnego odżywiania się nie przypadł ‚niektórym’ do gustu bo szybko pozostaliśmy tylko we dwójkę:( i wtedy zaczęły się refleksje. Przemyślenia…postanowiliśmy coś zmienić, właściwie to ja postanowiłam a mąż, który zawsze mnie wspiera,był otwarty na moje propozycje..no i rozpoczęło się poszukiwanie drogi którą chcielibyśmy podążać…pierwszym i szczerze powiem najtrudniejszym krokiem była głodówka-40 dni wielkiego postu spędziliśmy na głodówce oczyszczającej (wg książki dr DĄBROWSKIEJ)- jabłka, pomidory,ogórki,kapusta, zielona herbata towarzyszyły nam każdego dnia. było ciężko, zwłaszcza na początku ale po kilku dniach-niesamowite uczucie lekkości i radości…w trakcie tych 40 dni urodziła się myśl-chcemy być weganami… Efekt końcowy? Straciliśmy razem 18 kg, jesteśmy bardzo pogodnymi i  szczęśliwymi WEGANAMI-o czym mówimy każdemu- nasza wydolność na treningu wzrosła niesamowicie-(pływanie, tenis),staliśmy się też inspiracją dla wielu  osób które trenujemy(pływanie) a z parkietu nie schodzimy ani na chwilę(SALSA to nasza wielka pasja:)), znajomi nas podziwiają i często proszą o rady w sprawie odżywiania, nasza wiedza i świadomość tego co jemy jest ogromna…a my? Nie wyobrażamy sobie innej drogi niż weganizm!

Dziękujemy za VEGANWORKOUT.org.pl -dzięki WAM nasza wiedza każdego dnia jest coraz większa,pomogliście nam odkryć weganizm, uczycie przez cały czas jak komponować posiłki aby były pełnowartościowe,dzięki WAM poznajemy ludzi którzy umacniają nas w naszych postanowieniach i sprawiacie że każdego dnia żyjemy PEŁNIĄ ŻYCIA:)

asia&wojtek

Od czego by tu zacząć! Może tak, u mnie wegetarianizm pociągną za sobą szereg dobrych zmian w tym ćwiczenia. Sam wegetarianizm wziął się z tego ze nie jest mi obojętny los zwierząt a zwłaszcza nie wyobrażam sobie sytuacji ze mam psa a na obiad jem świnie czy krowę. Dla mnie to jest jedno i to samo jak bym zjadł swojego pas w tym posiłku. Jedną z pozytywnych zmian jest to ze bardzo dobrze wyglądają moje wyniki lekarski i czuje się świetnie fizycznie i psychicznie. Ale teraz najważniejsze w tym wszystkim czyli ćwiczenia. U mnie z ćwiczeniami było tak ze chciałem chodzić na siłownie ale w moim mieście jest jedna i co taka w której ćwiczą same osiłki a nie o taki trening mi chodziło. Zależało mi najbardziej w ćwiczeniach żeby wyrobić na swoim ciele zarys mięśni czyli rzeźbę. Ale tak naprawdę nie chciałem wyglądać jak moi koledze czyli mieć brzuszek bo dobrze mi jest przed telewizorem 😛 . Wiec postanowiłem poszukać coś w necie. I powiem ze znalazłem moim zdaniem bardzo dobre ćwiczenia na stronie passion4profession. Same ćwiczenia na brzuch i klatkę piersiową zajmują około 20 minut przy czym ćwiczę  już 6 miesięcy jestem bardzo zadowolony J . Przy tym wszystkim powiem ze bardzo ważny jest mój charakter czyli konsekwencja. Ćwiczę dzień w dzień. Czy to sobota czy niedziela, święta czy nie święta bo zawsze znajdę 20 min dla siebie. Dużo wpływ moim zdaniem ma dieta bez mięsna bo zacząłem sam sobie gotować i próbować warzyw i owoców których wcześniej nie próbowałem. Bardzo pomaga mi Wasz profil na FB bo mogę się jeszcze więcej dowiedzieć o czy trzeba pamiętać w ćwiczeniach. Brakuje trochę tematów domowych czyli jak trenować w domu ale jakoś sobie daje radę. Pozdrawiam serdecznie.

Zuber


TRENINGI PERSONALNE

SPRAWDŹ JAK W PRAKTYCE POŁĄCZYĆ SPORT I WEGANIZM. Naucz się trenować w oparciu o ciężar własnego ciała, bez potrzeby wydawania pieniędzy na karnety do klubów fitness. Dzięki Vegan Workout masz też unikatową możliwość treningu z odważnikami kettlebells metodą StrongFirst pod okiem certyfikowanego instruktora. Prowadzimy również grupowe zajęcia w ramach Akademii Kettlebells Warszawa.

Dowiedz się więcej o treningach personalnych kilkając tutaj.

One Response to „To był rok przemian”

  1. Sandra Wachowicz via Facebook says:

    Po sesji sobie wszystko przeczytam 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Back to Top ↑








  • .
  • NAJPOPULARNIEJSZE POSTY

  • Magazyn on-line






Shares